CIAŁOPOZYTYW *Kaya Szulczewska ( @cialopozytyw ) Instagram Profile

cialopozytyw

CIAŁOPOZYTYW *Kaya Szulczewska

  • 195 posts
  • 28.2k followers
  • 349 following

CIAŁOPOZYTYW *Kaya Szulczewska Profile Information

Otwieram wątek SEKS. Cialopozytywność - seksopozytywność, a także wszystko co z seksem związane. Zdaje sobie sprawę, że publiczne pisanie o seksie może być krępujące, ale spróbujmy! (Jeśli bardzo się wstydzicie, możecie wysłać mi komentarz na priv i go opublikuje w waszym imieniu).
Dla mnie temat ciałopozywności mocno zazębia się z tematem seksualności. Przede wszystkim chciałabym uczyć, że o seksie, tak jak o ciele możemy rozmawiać otwarcie i bez wstydu. Chociaż wiem, że są tematy trudne, o których nie jest łatwo mówić i które z racji bagażu emocjonalnego jaki niosą, zawsze pozostaną trochę w ukryciu.

Wiele z Was pisze do mnie o trudnych doświadczeniach molestowania seksualnego, o wpływie jaki na waszą seksualność miała nienawiść do ciała, o tym, że partnerzy czy partnerki używają seksu do szantażu, albo zawstydzają Was poprzez ocenę waszej seksualności, ale także dostaję masę wiadomości o wesołym wydźwięku odkrywania radości z seksu, dzięki leczniczej mocy akceptacji . Uwielbiam czytać, że dzięki Ciałopozytywowi jesteście w seksie bardziej pewne siebie, przestaliście wstydzić się nagości czy próbujecie nowych rzeczy, które były do tej pory poza zasięgiem z powodu braku akceptacji ciała. Zapraszam też do dyskusji osoby aseksualne, wasz głos też jest ważny!

Dla mnie akceptacja ciała to czułość wobec siebie, która dała mi to totalne rozluźnienie i oddanie się przyjemności, odpuszczenie kontroli. Zaowocowało zmniejszeniem presji na orgazm, poznaniem nowych technik masturbacji, a nawet doprowadzeniem się do kobiecej ejakulacji. Myślę, że bez przepracowania traum molestowania seksualnego i całkowitej akceptacji mojej fizjologii i wyglądu byłoby mi ciężko tak ufnie podążać za  ciałem.

Jak jest u Was?
_________________________________________________
Zachęcam do dyskusji, podzielenia się pomysłami i przemyśleniami, a może zainspiruje mnie to do kolejnych postów lub jakiejś serii w stories, a może nawet jakieś spotkanie live z seksuolożką? Piszcie śmiało!
__________________________________________________
Zdjęcie to fragment okładki książki "Seksuolożki" Marty Szarejko @wydawnictwoznakpl. Pełna recenzja książki na @kayaszu . Polecam!

Otwieram wątek SEKS. Cialopozytywność - seksopozytywność, a także wszystko co z seksem związane. Zdaje sobie sprawę, że publiczne pisanie o seksie może być krępujące, ale spróbujmy! (Jeśli bardzo się wstydzicie, możecie wysłać mi komentarz na priv i go opublikuje w waszym imieniu).
Dla mnie temat ciałopozywności mocno zazębia się z tematem seksualności. Przede wszystkim chciałabym uczyć, że o seksie, tak jak o ciele możemy rozmawiać otwarcie i bez wstydu. Chociaż wiem, że są tematy trudne, o których nie jest łatwo mówić i które z racji bagażu emocjonalnego jaki niosą, zawsze pozostaną trochę w ukryciu.

Wiele z Was pisze do mnie o trudnych doświadczeniach molestowania seksualnego, o wpływie jaki na waszą seksualność miała nienawiść do ciała, o tym, że partnerzy czy partnerki używają seksu do szantażu, albo zawstydzają Was poprzez ocenę waszej seksualności, ale także dostaję masę wiadomości o wesołym wydźwięku odkrywania radości z seksu, dzięki leczniczej mocy akceptacji . Uwielbiam czytać, że dzięki Ciałopozytywowi jesteście w seksie bardziej pewne siebie, przestaliście wstydzić się nagości czy próbujecie nowych rzeczy, które były do tej pory poza zasięgiem z powodu braku akceptacji ciała. Zapraszam też do dyskusji osoby aseksualne, wasz głos też jest ważny!

Dla mnie akceptacja ciała to czułość wobec siebie, która dała mi to totalne rozluźnienie i oddanie się przyjemności, odpuszczenie kontroli. Zaowocowało zmniejszeniem presji na orgazm, poznaniem nowych technik masturbacji, a nawet doprowadzeniem się do kobiecej ejakulacji. Myślę, że bez przepracowania traum molestowania seksualnego i całkowitej akceptacji mojej fizjologii i wyglądu byłoby mi ciężko tak ufnie podążać za ciałem.

Jak jest u Was?
_________________________________________________
Zachęcam do dyskusji, podzielenia się pomysłami i przemyśleniami, a może zainspiruje mnie to do kolejnych postów lub jakiejś serii w stories, a może nawet jakieś spotkanie live z seksuolożką? Piszcie śmiało!
__________________________________________________
Zdjęcie to fragment okładki książki "Seksuolożki" Marty Szarejko @wydawnictwoznakpl. Pełna recenzja książki na @kayaszu . Polecam!

1,426 76 16 August, 2019
"Jestem zmęczona wszechobecnym idealizowaniem twarzy na zdjęciach, retuszowaniem trądziku, pieprzyków i zaczerwienień, fotoszopowaniu drugiego podbródka i usuwaniu wszystkiego, co nie wpisuje się w "instagramowe piękno".
(...) Trądzik, zaczerwienienia, zmarszczki to rzecz normalna, naturalna i chciałabym, abyśmy przestały/li się tego wstydzić i ukrywać za wszelką cenę.
Jeśli są zmiany, które można leczyć- podejdź do tego z całkowitą akceptacją, cierpliwością i nie rób nic wbrew własnej woli. Nie musisz usuwać blizn, jeśli nie chcesz, nawet jeśli innym się one nie podobają.
Jeśli czegoś nie możesz w sobie zmienić, pozostało Ci jedynie pokochać to jak Twoje ciało, Twoja twarz, Twoja skóra wygląda. Niedoskonałości są okej (...). "

Tekst i zdjęcie: @jestem_pozytywna 
_________________________________________________
Z ciekawości, dużo z Was zmagało lub zmaga się z trądzikiem/pryszczami/zaczerwienieniami i jakimiś tego typu chorobami lub naturalnościami skóry? Jeśli macie fotograficzny zapał, zachęcam do przesyłania mi zdjęć, na maila cialopozytyw@gmail.com lub oznaczania mnie na swoich foto na IG.  Normalizujmy skórę w każdej postaci. 🌺💗

"Jestem zmęczona wszechobecnym idealizowaniem twarzy na zdjęciach, retuszowaniem trądziku, pieprzyków i zaczerwienień, fotoszopowaniu drugiego podbródka i usuwaniu wszystkiego, co nie wpisuje się w "instagramowe piękno".
(...) Trądzik, zaczerwienienia, zmarszczki to rzecz normalna, naturalna i chciałabym, abyśmy przestały/li się tego wstydzić i ukrywać za wszelką cenę.
Jeśli są zmiany, które można leczyć- podejdź do tego z całkowitą akceptacją, cierpliwością i nie rób nic wbrew własnej woli. Nie musisz usuwać blizn, jeśli nie chcesz, nawet jeśli innym się one nie podobają.
Jeśli czegoś nie możesz w sobie zmienić, pozostało Ci jedynie pokochać to jak Twoje ciało, Twoja twarz, Twoja skóra wygląda. Niedoskonałości są okej (...). "

Tekst i zdjęcie: @jestem_pozytywna
_________________________________________________
Z ciekawości, dużo z Was zmagało lub zmaga się z trądzikiem/pryszczami/zaczerwienieniami i jakimiś tego typu chorobami lub naturalnościami skóry? Jeśli macie fotograficzny zapał, zachęcam do przesyłania mi zdjęć, na maila cialopozytyw@gmail.com lub oznaczania mnie na swoich foto na IG. Normalizujmy skórę w każdej postaci. 🌺💗

1,258 21 15 August, 2019
"Chciałam ci bardzo podziękować! Miałam ogromne kompleksy przez to jak wyglądają moje wargi sromowe. Nie są ani symetryczne ni takie malutkie jak we wszystkich pornosach, myślałam że jest ze mną coś nie tak ale, dzięki twojej stronie i dzięki mojemu chłopakowi mogę dzisiaj z przyjemnością rysować i malować moją waginę i co najważniejsze mogę z chłopakiem normalnie się kochać bo wcześniej nie chciałam żeby patrzył. Bardzo ale to bardzo dziękuje! ❤️" Tekst i malunek anonimowo od jednej z followerek. ❤️💗 __________________________________________________________
Super się cieszę, kiedy dostaję od Was takie listy z rysunkami/malunkami. Dla mnie rysowanie/ malowanie też jest terapeutyczne i też zdarzało mi się przenosić na kartkę wygląd mojej wulwy.  Zdarza się wam też w ten sposób pracować nad samoakceptacją? Osoby posiadające wulwy - czy Wasze akceptowałyście wygląd swoich cipek? Dostaję od Was dużo wiadomości, że u wielu osób to wciąż powód do wstydu. Pamiętajcie, że wygląd warg sromowych zewnętrznych i wewnętrznych jest różny i nie ma jednego dobrego, tak samo jeśli chodzi o penisy. Nasze genitalia mają po prostu różne kształty i rozmiary i warto pamiętać, że filmy porno nie odzwierciedlają średniej krajowej. 😉

"Chciałam ci bardzo podziękować! Miałam ogromne kompleksy przez to jak wyglądają moje wargi sromowe. Nie są ani symetryczne ni takie malutkie jak we wszystkich pornosach, myślałam że jest ze mną coś nie tak ale, dzięki twojej stronie i dzięki mojemu chłopakowi mogę dzisiaj z przyjemnością rysować i malować moją waginę i co najważniejsze mogę z chłopakiem normalnie się kochać bo wcześniej nie chciałam żeby patrzył. Bardzo ale to bardzo dziękuje! ❤️" Tekst i malunek anonimowo od jednej z followerek. ❤️💗 __________________________________________________________
Super się cieszę, kiedy dostaję od Was takie listy z rysunkami/malunkami. Dla mnie rysowanie/ malowanie też jest terapeutyczne i też zdarzało mi się przenosić na kartkę wygląd mojej wulwy. Zdarza się wam też w ten sposób pracować nad samoakceptacją? Osoby posiadające wulwy - czy Wasze akceptowałyście wygląd swoich cipek? Dostaję od Was dużo wiadomości, że u wielu osób to wciąż powód do wstydu. Pamiętajcie, że wygląd warg sromowych zewnętrznych i wewnętrznych jest różny i nie ma jednego dobrego, tak samo jeśli chodzi o penisy. Nasze genitalia mają po prostu różne kształty i rozmiary i warto pamiętać, że filmy porno nie odzwierciedlają średniej krajowej. 😉

1,050 11 13 August, 2019
Marzą mi się spotkania dla wszystkich osób mających doświadczenie bycia kobietą w naszym społeczeństwie, gdzie możemy razem pobyć, poodpoczywać, poćwiczyć lub porozmawiać, w bieliźnie lub bez, z włosami na ciele, cellulitem, rozstępami itd - takie jakie jesteśmy - bez makijażu, bez ocen, bez presji na to żeby jakoś wyglądać, bez oceniania wagi, sprawności, bez porad jak się leczyć czy jakich kosmetyków używać, żeby być bliżej kanonu. Takie cykliczne kręgi ciałopozytywności, kultywujące pozytywne podejście do ciała, ale bez dążenia do bycia bliżej czy dalej od kanonu, po prostu branie ciała takim jakie jest tu i teraz i wspólne wspieranie samoakceptacji.

A potem marzy mi się taki wyjazd, w którego trakcie kąpiemy się nago w jeziorze, razem śpiewany, malujemy i rzeźbimy, spacerujemy. Robimy sobie ciałopozytywne sesje. Tańczymy.  Czas dla nas, w naturze, bez obowiązków, bez myślenia co wypada, a co nie. Pełna przestrzeń akceptacji, rozmów o seksie, menstruacyji, porodach, trudach i urokach życia. Bardzo chciałabym coś takiego organizować. 
Są chętne na jedno lub drugie? Kręgi byłyby bezpłatne w Warszawie, wyjazd zaś z racji potrzeby wynajmu miejsca musiałby być płatny, ale jeszcze nie wiem kiedy, gdzie i ile by kosztował. Pytam więc bardzo wstępnie.

Macie jakieś pomysły jak jeszcze mogłybyśmy się zintegrować? Od razu mówię, że grupa na FB narazie odpada, bo temat cialopozytywności jest bardzo delikatny i wymagałoby to dużej pracy administratorskiej, żeby nikt nie czułby się urażony dyskusją. Do tego potrzeba przeszkolenia osób do pomocy itd, a nie jestem jeszcze na to gotowa.
___________________________________________
Przypominam też, że moja praca tu jest pracą społeczną i możliwa jest dzięki cyklicznym darowiznom.

Na ten moment wspiera mnie 144 osoby na łączną kwotę  1 136zł / miesiąc 
Link do cyklicznego wsparcia przez PayPal znajdziecie pod bio w profilu ( https://cialopozytyw.pl/ )  Możecie to potraktować jak postawienie mi co miesiąc kawki, czy obiadu 😉☕ (minimalna kwota wsparcia to 3 zł).
Dziękuję wszystkim osobom wspierającym. ❤️🌹🙏
___________________________________________
Dziękuję też 📸 @jackowska.karolina za zdjęcie i możliwość publikacji 😘

Marzą mi się spotkania dla wszystkich osób mających doświadczenie bycia kobietą w naszym społeczeństwie, gdzie możemy razem pobyć, poodpoczywać, poćwiczyć lub porozmawiać, w bieliźnie lub bez, z włosami na ciele, cellulitem, rozstępami itd - takie jakie jesteśmy - bez makijażu, bez ocen, bez presji na to żeby jakoś wyglądać, bez oceniania wagi, sprawności, bez porad jak się leczyć czy jakich kosmetyków używać, żeby być bliżej kanonu. Takie cykliczne kręgi ciałopozytywności, kultywujące pozytywne podejście do ciała, ale bez dążenia do bycia bliżej czy dalej od kanonu, po prostu branie ciała takim jakie jest tu i teraz i wspólne wspieranie samoakceptacji.

A potem marzy mi się taki wyjazd, w którego trakcie kąpiemy się nago w jeziorze, razem śpiewany, malujemy i rzeźbimy, spacerujemy. Robimy sobie ciałopozytywne sesje. Tańczymy. Czas dla nas, w naturze, bez obowiązków, bez myślenia co wypada, a co nie. Pełna przestrzeń akceptacji, rozmów o seksie, menstruacyji, porodach, trudach i urokach życia. Bardzo chciałabym coś takiego organizować.
Są chętne na jedno lub drugie? Kręgi byłyby bezpłatne w Warszawie, wyjazd zaś z racji potrzeby wynajmu miejsca musiałby być płatny, ale jeszcze nie wiem kiedy, gdzie i ile by kosztował. Pytam więc bardzo wstępnie.

Macie jakieś pomysły jak jeszcze mogłybyśmy się zintegrować? Od razu mówię, że grupa na FB narazie odpada, bo temat cialopozytywności jest bardzo delikatny i wymagałoby to dużej pracy administratorskiej, żeby nikt nie czułby się urażony dyskusją. Do tego potrzeba przeszkolenia osób do pomocy itd, a nie jestem jeszcze na to gotowa.
___________________________________________
Przypominam też, że moja praca tu jest pracą społeczną i możliwa jest dzięki cyklicznym darowiznom.

Na ten moment wspiera mnie 144 osoby na łączną kwotę 1 136zł / miesiąc
Link do cyklicznego wsparcia przez PayPal znajdziecie pod bio w profilu ( https://cialopozytyw.pl/ ) Możecie to potraktować jak postawienie mi co miesiąc kawki, czy obiadu 😉☕ (minimalna kwota wsparcia to 3 zł).
Dziękuję wszystkim osobom wspierającym. ❤️🌹🙏
___________________________________________
Dziękuję też 📸 @jackowska.karolina za zdjęcie i możliwość publikacji 😘

2,628 134 9 August, 2019
Mój malunek krwią ze specjalną dedykacją dla @nataszkan ❤️
Wiem, że temat używania krwi menstruacyjnej w innym celu niż wyrzucenie/wylanie jej do kosza/zlewu jest kontrowersjny, ale z drugiej strony czemu nie? 
Natalia opowiedziała mi o filmie, w którym główny bohater - więzień, z powodu braku czerwonej farby używa do dokończenia obrazu właśnie krwi, ale z podciętych żył. Film się kończy, bohater prawdopodobnie umiera. Romantyczna wizja reżysera nie budzi w nas obrzydzenia, a raczej współczucie, a może nawet podziw dla malarskiej pasji, dla której gotowi jesteśmy poświęcić życie. Jak słusznie stwierdziła Natalia, gdyby była to bohaterka i użyła w ten sposób swojej krwi menstruacyjnej byłoby to bardzo dla wszystkich szokujące, mimo że nie wiązałoby się to z jej śmiercią! Paradoks nieprawdaż?

Czerwony kolor krwi, też nie szokuje nas kiedy oglądamy filmy. Krew jest porównywana do kału w zasadzie tylko jeśli pochodzi z cipki. Jeśli pochodzi ze zranionego palca, to nie krzyczymy przecież, że to kupa. Tak samo jeśli jemy kaszankę czy inne przetwory z krwi zwierząt, nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek krzyczał wtedy o jedzeniu gówna. 😉

Krew menstruacyjna jest obłożona od wieków tabu i uważam, że każdy sposób na oswojenie jej i pokazanie, że nie ma się czego wstydzić i bać jest ok. 
W związku z tym solidaryzując się z Natalią, na którą spadł za malowanie krwią wielki, niewyobrażalny wręcz hejt, też maluje dziś krwią. Obrazy podziwiał już mój mąż i część znajomych, komisyjnie ustalono, iż nie wydzielają zapachu i nie są namalowane kupą.

A jaki jest wasz stosunek do tej krwi? Możecie wyobrazić sobie, że nią malujecie? Oburza Was to? Czy już macie z tym luz? Gdzie są granice i czemu tam?  Jaka jest wasza interpretacja powyższej pracy?
________________________________________________________
Autorką zdjęcia i krwiomenstruacyjnej ilustracji jestem ja - @kayaszu

Mój malunek krwią ze specjalną dedykacją dla @nataszkan ❤️
Wiem, że temat używania krwi menstruacyjnej w innym celu niż wyrzucenie/wylanie jej do kosza/zlewu jest kontrowersjny, ale z drugiej strony czemu nie?
Natalia opowiedziała mi o filmie, w którym główny bohater - więzień, z powodu braku czerwonej farby używa do dokończenia obrazu właśnie krwi, ale z podciętych żył. Film się kończy, bohater prawdopodobnie umiera. Romantyczna wizja reżysera nie budzi w nas obrzydzenia, a raczej współczucie, a może nawet podziw dla malarskiej pasji, dla której gotowi jesteśmy poświęcić życie. Jak słusznie stwierdziła Natalia, gdyby była to bohaterka i użyła w ten sposób swojej krwi menstruacyjnej byłoby to bardzo dla wszystkich szokujące, mimo że nie wiązałoby się to z jej śmiercią! Paradoks nieprawdaż?

Czerwony kolor krwi, też nie szokuje nas kiedy oglądamy filmy. Krew jest porównywana do kału w zasadzie tylko jeśli pochodzi z cipki. Jeśli pochodzi ze zranionego palca, to nie krzyczymy przecież, że to kupa. Tak samo jeśli jemy kaszankę czy inne przetwory z krwi zwierząt, nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek krzyczał wtedy o jedzeniu gówna. 😉

Krew menstruacyjna jest obłożona od wieków tabu i uważam, że każdy sposób na oswojenie jej i pokazanie, że nie ma się czego wstydzić i bać jest ok.
W związku z tym solidaryzując się z Natalią, na którą spadł za malowanie krwią wielki, niewyobrażalny wręcz hejt, też maluje dziś krwią. Obrazy podziwiał już mój mąż i część znajomych, komisyjnie ustalono, iż nie wydzielają zapachu i nie są namalowane kupą.

A jaki jest wasz stosunek do tej krwi? Możecie wyobrazić sobie, że nią malujecie? Oburza Was to? Czy już macie z tym luz? Gdzie są granice i czemu tam? Jaka jest wasza interpretacja powyższej pracy?
________________________________________________________
Autorką zdjęcia i krwiomenstruacyjnej ilustracji jestem ja - @kayaszu

2,515 238 8 August, 2019
"Najtrudniejszą rzeczą, z którą musiałam sobie poradzić w życiu, było zaakceptowanie negatywnych uczuć, jakie mój wygląd wzbudza w innych ludziach. Bardzo długo pierwszą reakcją na moją twarz było wyrażane gwałtownie obrzydzenie - nie są to idealne warunki do rozwijania się jako pewna siebie kobieta. I choć teraz wyglądam lepiej niż kiedykolwiek, nadal zdarzają się sytuacje, które wytrącają mnie z jako tako wypracowanej równowagi psychicznej. Stale muszę sobie przypominać, że nawet, jeśli moje ciało sprawia, że ktoś czuje się niekomfortowo, nie jestem temu w żaden sposób winna." @dzwiekowe

"Najtrudniejszą rzeczą, z którą musiałam sobie poradzić w życiu, było zaakceptowanie negatywnych uczuć, jakie mój wygląd wzbudza w innych ludziach. Bardzo długo pierwszą reakcją na moją twarz było wyrażane gwałtownie obrzydzenie - nie są to idealne warunki do rozwijania się jako pewna siebie kobieta. I choć teraz wyglądam lepiej niż kiedykolwiek, nadal zdarzają się sytuacje, które wytrącają mnie z jako tako wypracowanej równowagi psychicznej. Stale muszę sobie przypominać, że nawet, jeśli moje ciało sprawia, że ktoś czuje się niekomfortowo, nie jestem temu w żaden sposób winna." @dzwiekowe

2,177 45 7 August, 2019
Większość kobiet i wielu mężczyzn nie jest zadowolonych ze swoich ciał. Prawie każda  osoba ma na swoim koncie jakieś kompleksy, teraz czy w przeszłości. Jesteśmy w tym razem! 
Dlatego apeluję do Was o solidarność! Co może pomóc nam wzajemnie się wspierać? 💎Możemy się przyjaźnić, koleżankować, przelotnie znajomić bez narzekania na własne ciała i obgadywania ciał innych osób. Bez mówienia kto ile powinien ważyć, bez wypominania sobie nawzajem kto na co jest chory i jak powieniem się leczyć. 💎Nie musimy, a nawet nie powinniśmy nawzajem się musztrować i namawiać do dążenia do kanonu, do bycia ładniejszą, bardziej atrakcyjną, bycia bliżej ideału. Odpuścimy mówienie, że ktoś musi schudnąć albo przytyć. Zostawmy się w spokoju. 💎Możemy ograniczyć lub całkiem zrezygnować z rozmów na temat ciała w kontekście wyglądu. Rozmawiajmy o tym co nasze ciało może, co nam daje, co lubimy robić, a nie o tym jak wygląda czy jak powinno wyglądać. 💎Możemy się wspierać w samookceptacji i szanować wybory wobec ciała jakich dokonują osoby wokół nas, nawet jeśli ich nie rozumiemy i same byśmy postąpiły inaczej. Niezależnie od tego czy chodzi o kolejny tatuaż, czy o bycie grubą i nieodchudzanie się, o aborcję, o decyzję o operacji plastycznej, czy pokazywanie swoich nagich zdjęć. Powiedzmy "Twoje ciało twoja sprawa". 💎Możemy dać sobie nawzajem prawo do decydowania o tym co dla nas jest ważne i nie musi to być wygląd, waga czy dieta. Są różne systemy wartości. Nie próbujmy narzucać innym własnego. Dla niektórych gwarantem zdrowia psychicznego, ratunkiem od samookaleczenia i zaburzeń odżywiania jest zaprzestanie odchudzania i marzeń o lepszym ciele. Dla kogoś innego będzie to  operacja plastyczna. Jedna osoba będzie skupiona na zdrowiu, inna na karierze i akceptujmy te wybory. 💎Stańmy murem za sobą nawzajem, bez względu na to czy jesteśmy chude, średnie czy grube. Bez względu na gładkość, kolor i fakturę skóry, włosów, paznokci itd. Bez względu na poglądy polityczne, wiek i status społeczny. 💕 Osoby! Bądźmy solidarne! Dajmy sobie bezpieczną przestrzeń do bycia. To jest w naszej mocy, obudźmy ją. 💪

Zdjęcie występu @madame.meduse wykonała niezastąpiona 📸@jackowska.karolina

Większość kobiet i wielu mężczyzn nie jest zadowolonych ze swoich ciał. Prawie każda osoba ma na swoim koncie jakieś kompleksy, teraz czy w przeszłości. Jesteśmy w tym razem!
Dlatego apeluję do Was o solidarność! Co może pomóc nam wzajemnie się wspierać? 💎Możemy się przyjaźnić, koleżankować, przelotnie znajomić bez narzekania na własne ciała i obgadywania ciał innych osób. Bez mówienia kto ile powinien ważyć, bez wypominania sobie nawzajem kto na co jest chory i jak powieniem się leczyć. 💎Nie musimy, a nawet nie powinniśmy nawzajem się musztrować i namawiać do dążenia do kanonu, do bycia ładniejszą, bardziej atrakcyjną, bycia bliżej ideału. Odpuścimy mówienie, że ktoś musi schudnąć albo przytyć. Zostawmy się w spokoju. 💎Możemy ograniczyć lub całkiem zrezygnować z rozmów na temat ciała w kontekście wyglądu. Rozmawiajmy o tym co nasze ciało może, co nam daje, co lubimy robić, a nie o tym jak wygląda czy jak powinno wyglądać. 💎Możemy się wspierać w samookceptacji i szanować wybory wobec ciała jakich dokonują osoby wokół nas, nawet jeśli ich nie rozumiemy i same byśmy postąpiły inaczej. Niezależnie od tego czy chodzi o kolejny tatuaż, czy o bycie grubą i nieodchudzanie się, o aborcję, o decyzję o operacji plastycznej, czy pokazywanie swoich nagich zdjęć. Powiedzmy "Twoje ciało twoja sprawa". 💎Możemy dać sobie nawzajem prawo do decydowania o tym co dla nas jest ważne i nie musi to być wygląd, waga czy dieta. Są różne systemy wartości. Nie próbujmy narzucać innym własnego. Dla niektórych gwarantem zdrowia psychicznego, ratunkiem od samookaleczenia i zaburzeń odżywiania jest zaprzestanie odchudzania i marzeń o lepszym ciele. Dla kogoś innego będzie to operacja plastyczna. Jedna osoba będzie skupiona na zdrowiu, inna na karierze i akceptujmy te wybory. 💎Stańmy murem za sobą nawzajem, bez względu na to czy jesteśmy chude, średnie czy grube. Bez względu na gładkość, kolor i fakturę skóry, włosów, paznokci itd. Bez względu na poglądy polityczne, wiek i status społeczny. 💕 Osoby! Bądźmy solidarne! Dajmy sobie bezpieczną przestrzeń do bycia. To jest w naszej mocy, obudźmy ją. 💪

Zdjęcie występu @madame.meduse wykonała niezastąpiona 📸@jackowska.karolina

2,041 48 5 August, 2019
"Popłakałam sie czytając ten post o tym jak mówić do córki. Bo byłam szczupłym dzieckiem i bardzo często słyszałam od obcych, że jestem śliczna (co w ogóle mi się nie podobało, czułam, że nie chcę żeby ktoś obcy mi mówił takie rzeczy, byłam mocno "wycofana" czy "nieśmiała") ale od Mamy od małego słyszałam, że "masz figurę po babci" i "będzie z tym ciężko". W wieku nastu lat zaczęłam "tyć", tak jak tyją dziewczynki - pojawiły mi się piersi, powiekszyly pośladki, uda przestały być dziecięce, a zaczęły być "większe". Słyszałam o tym, że przytyłam, że mogłabym być taka ładna, gdybym tylko schudła... I zaczęły się diety, zaczęły być epizody bulimiczne. Kiedy moja Mama mnie przyłapała na wymiotowaniu powiedziała, że jak nie przestanę tego robić to powie wszystkim naokoło, że mam bulimie  i będzie wstyd oraz że "skoro nie potrafisz trzymać dysypliny, może masz być gruba". Było mi wtedy ciężko. Pierwsza rzecz kupiona po wyprowadzce z domu - waga. W końcu trafiłam do psychiatry, stamtąd do psychologa, który słysząc o tym jak traktuję swoje ciało - z nienawiścią, i jednocześnie z chęcią  żeby było idealne (swoją drogą podejrzewam, że to, że się samookaleczałam też jest w jakimś stopniu kwestia nienawiści do ciała, które zostało mi zaszczepione od malego) spytała, czy kiedy zaprzyjaźniałam się z moimi przyjaciółmi to patrzyłam na ich wagę, na grubość ich ud, czy brzuchy. To był tylko początek mojej drogi w terapii odnośnie mojego ciała, ale taki który sprawił, że coś we mnie pękło. Bardzo później płakałam, ale zaczęłam mówić miłe rzeczy do swojego ciała. Mówiłam swojemu ciału, że to nic, że jest duże, że to nic ze ma rozstępy, że to nic ze mam "trudną figurę". Wyrzucilam wagę i wagę kuchenną, odinstalowałam aplikacje do liczenia kalorii. Kiedyś latem chodziłam w spodniach, bo się wstydziłam, teraz spodnie nosze sporadycznie, dla wygody, nie ze wstydu. Dalej jak spotykam się z Mamą to słyszę "przytyłaś" albo "schudłaś"- mówię, że mnie to nie interesuje. Jest mi tak dobrze w końcu kochać swoje ciało i nie czuć do siebie odrazy. Proszę o jedno, bądźmy dla swoich ciał dobre." Tekst: Anonim
_________________________________________
Ilustracja od @psychicznerysunki
 dzięki 💗🙏

"Popłakałam sie czytając ten post o tym jak mówić do córki. Bo byłam szczupłym dzieckiem i bardzo często słyszałam od obcych, że jestem śliczna (co w ogóle mi się nie podobało, czułam, że nie chcę żeby ktoś obcy mi mówił takie rzeczy, byłam mocno "wycofana" czy "nieśmiała") ale od Mamy od małego słyszałam, że "masz figurę po babci" i "będzie z tym ciężko". W wieku nastu lat zaczęłam "tyć", tak jak tyją dziewczynki - pojawiły mi się piersi, powiekszyly pośladki, uda przestały być dziecięce, a zaczęły być "większe". Słyszałam o tym, że przytyłam, że mogłabym być taka ładna, gdybym tylko schudła... I zaczęły się diety, zaczęły być epizody bulimiczne. Kiedy moja Mama mnie przyłapała na wymiotowaniu powiedziała, że jak nie przestanę tego robić to powie wszystkim naokoło, że mam bulimie  i będzie wstyd oraz że "skoro nie potrafisz trzymać dysypliny, może masz być gruba". Było mi wtedy ciężko. Pierwsza rzecz kupiona po wyprowadzce z domu - waga. W końcu trafiłam do psychiatry, stamtąd do psychologa, który słysząc o tym jak traktuję swoje ciało - z nienawiścią, i jednocześnie z chęcią  żeby było idealne (swoją drogą podejrzewam, że to, że się samookaleczałam też jest w jakimś stopniu kwestia nienawiści do ciała, które zostało mi zaszczepione od malego) spytała, czy kiedy zaprzyjaźniałam się z moimi przyjaciółmi to patrzyłam na ich wagę, na grubość ich ud, czy brzuchy. To był tylko początek mojej drogi w terapii odnośnie mojego ciała, ale taki który sprawił, że coś we mnie pękło. Bardzo później płakałam, ale zaczęłam mówić miłe rzeczy do swojego ciała. Mówiłam swojemu ciału, że to nic, że jest duże, że to nic ze ma rozstępy, że to nic ze mam "trudną figurę". Wyrzucilam wagę i wagę kuchenną, odinstalowałam aplikacje do liczenia kalorii. Kiedyś latem chodziłam w spodniach, bo się wstydziłam, teraz spodnie nosze sporadycznie, dla wygody, nie ze wstydu. Dalej jak spotykam się z Mamą to słyszę "przytyłaś" albo "schudłaś"- mówię, że mnie to nie interesuje. Jest mi tak dobrze w końcu kochać swoje ciało i nie czuć do siebie odrazy. Proszę o jedno, bądźmy dla swoich ciał dobre." Tekst: Anonim
_________________________________________
Ilustracja od @psychicznerysunki
dzięki 💗🙏

1,705 27 2 August, 2019
"Od dziecka wszyscy mówili mi,że jestem gruba. Czy to rodzina, czy dzieci na podwórku. Czasem złośliwie czasem niby żartobliwie. Moim marzeniem było bycie chudą jak najbardziej się da. Od dziecka miałam różne diety, próbowałam wszystkiego co sie dało, od specjalistycznych diet po głodówki i wymioty. I oczywiście nic nie pomagało. Miałam mnóstwo stresów i nerwów spowodowanymi sytuacjami, których nie rozumiałam i robiłam to co mogłam,czyli zajadałam te emocje. Skończyło się to otyłością i rozstępami na całym ciele. A przede wszystkim nienawiścią do swojego ciała.

Ostatnio odwiedzając rodzinny dom wzięło mnie na wspominki, zaczęłam przeglądać zdjęcia. I wiecie co? Ja wcale nie byłam gruba! Miałam wydęty brzuch tak jak dziewczynka z filmu Little miss sunshine i nic po za tym. Rączki i nogi miałam nawet...chude.  I było tak na każdym zdjęciu do 4 klasy podst. czyli do momentu, do którego prowadziłam spokojne dzieciństwo. Zdałam sobie sprawę, że ja w swojej pamięci mam zapisany obraz siebie taki jak na zdjęciu powyżej - jako otyłej. I to mnie przeraziło. Zdałam sobie sprawę, że za mój stan przede wszystkim emocjonalny odpowiedzialni są moi bliscy, którzy na każdym kroku mówili mi jaka jestem gruba, katowali mnie dietami i obwiniali, że nie mieszcze się w ciuchy przez nich wybrane. Zamiast wziąć mnie na badania i zainteresować się dlaczego tylko brzuch jest duży lub wziąć po prostu większy rozmiar z wieszaka lub zabrać do sklepu z innymi ubraniami. Może nie wstydziłabym się wychodząc na ulice, nie wstydziłabym sie rozebrać przed swoimi byłymi partnerami, może nie nienawidziłabym siebie.

Próbuję pokochać swoje ciało i wychodzić ze swojej strefy komfortu, kupujac bluzki które odkrywają mój brzuch(oczywiście głęboko schowany w spodniach), nosząc spódniczki, starać się nie przejmować każdym spojrzeniem w moją stronę, które prawdopodobnie są obojętne mojej osobie, a przed wszystkim dzieląc się tym zdjęciem z Wami. Próbuję się pokochać bo wiem,że wtedy wszystko będzie dobrze, zacznę dbać, a nie na siłę się odchudzać czy głodzić. Nerwica i depresja mi w tym  nie pomagają, ale wiem, że kiedyś się przełamie i wiem, że będę po prostu szczęśliwa." Anonimowo

"Od dziecka wszyscy mówili mi,że jestem gruba. Czy to rodzina, czy dzieci na podwórku. Czasem złośliwie czasem niby żartobliwie. Moim marzeniem było bycie chudą jak najbardziej się da. Od dziecka miałam różne diety, próbowałam wszystkiego co sie dało, od specjalistycznych diet po głodówki i wymioty. I oczywiście nic nie pomagało. Miałam mnóstwo stresów i nerwów spowodowanymi sytuacjami, których nie rozumiałam i robiłam to co mogłam,czyli zajadałam te emocje. Skończyło się to otyłością i rozstępami na całym ciele. A przede wszystkim nienawiścią do swojego ciała.

Ostatnio odwiedzając rodzinny dom wzięło mnie na wspominki, zaczęłam przeglądać zdjęcia. I wiecie co? Ja wcale nie byłam gruba! Miałam wydęty brzuch tak jak dziewczynka z filmu Little miss sunshine i nic po za tym. Rączki i nogi miałam nawet...chude. I było tak na każdym zdjęciu do 4 klasy podst. czyli do momentu, do którego prowadziłam spokojne dzieciństwo. Zdałam sobie sprawę, że ja w swojej pamięci mam zapisany obraz siebie taki jak na zdjęciu powyżej - jako otyłej. I to mnie przeraziło. Zdałam sobie sprawę, że za mój stan przede wszystkim emocjonalny odpowiedzialni są moi bliscy, którzy na każdym kroku mówili mi jaka jestem gruba, katowali mnie dietami i obwiniali, że nie mieszcze się w ciuchy przez nich wybrane. Zamiast wziąć mnie na badania i zainteresować się dlaczego tylko brzuch jest duży lub wziąć po prostu większy rozmiar z wieszaka lub zabrać do sklepu z innymi ubraniami. Może nie wstydziłabym się wychodząc na ulice, nie wstydziłabym sie rozebrać przed swoimi byłymi partnerami, może nie nienawidziłabym siebie.

Próbuję pokochać swoje ciało i wychodzić ze swojej strefy komfortu, kupujac bluzki które odkrywają mój brzuch(oczywiście głęboko schowany w spodniach), nosząc spódniczki, starać się nie przejmować każdym spojrzeniem w moją stronę, które prawdopodobnie są obojętne mojej osobie, a przed wszystkim dzieląc się tym zdjęciem z Wami. Próbuję się pokochać bo wiem,że wtedy wszystko będzie dobrze, zacznę dbać, a nie na siłę się odchudzać czy głodzić. Nerwica i depresja mi w tym nie pomagają, ale wiem, że kiedyś się przełamie i wiem, że będę po prostu szczęśliwa." Anonimowo

1,482 56 30 July, 2019
Ostatnio miałam przyjemność oprowadzać po wystawie "Farba znaczy krew" w @msnwarszawa. Omawiając wybrane dzieła skupiłam się na kontekście ciała, kobiecej seksualności i tego jaką cialopozytywną naukę możemy z tych prac dla siebie wyciągnąć. Obraz, który widzicie w tle nosi tytuł "Rzeczywiście, młodzi są realistami". Namalowany w 2003 wyprzedził swoje czasy. @agatabogacka - autorka pracy, zdecydowanie wyprzedziła Instagramową rzeczywistość, swoje obrazy malowała na podstawie preselfie, robionych za pomocą polaroida. Jej prace były intymne, przełomowe w kontekście kobiecej seksualności i ciała i mocno kontrowersyjne, do tego stopnia, że przez jakiś czas uniemożliwiono jej wystawianie indywidualnie swoich prac. 
Taki jakby shadowban, tylko że otrzymany w prawdziwym życiu.

To co widzimy na obrazie to postać kobieca rozkraczona przed lustrem. Nasz umysł szybko dopowiada, że kobieta ogląda swoje krocze. Jednak na załączonym do obrazu zdjęciu - szkicu, widzimy, że tak naprawdę postać patrzy sobie w twarz. Autorka bawi się z nami, pokazując, że tak naprawdę sami możemy przejrzeć się w tym obrazie jak w lustrze, to nasze projekcje, nasze myśli wypełniające to niedopowiedzenie sugerują interpretacje.

Dla mnie obraz ten jest ważny, bo w mojej interpretacji pokazuje, że kobiety przeglądają się w lustrze z różnych powodów. Nie wiemy, czy dziewczyna z obrazu ogląda swoją wulwę, czy jest przed/po masturbacji, a może sprawdza jak się goi rana po operacji albo ogląda jak zacięła się podczas golenia, czy jak przechodzi proces leczenia. Niezależnie od tego jaki jest powód, ma prawo to robić i jest to zachowanie normalne, a wręcz porządne. Intymne, ale jak najbardziej potrzebne do normalizowania. Robimy to!

Pytacie mnie czasem po co oglądać w lustrze swoje wulwy? Dlatego, bo w przeciwieństwie do penisa, aby obejrzeć dokładnie ten narząd, potrzebne jest lusterko, a dobrze jest dokładnie znać swoje ciało, także ten zakamarek, żeby w razie czego wiedzieć jakie zmiany tam nastąpiły i móc chociażby przedstawić sprawę u lekarki. Cipka to nie tabu, samoświadomość to nie wstyd! 🍑
 Dzięki @jolantawoch za zaproszenie i wspólne, międzypokoleniowe oprowadzanie. 📸Fot. @jackowska.karolina

Ostatnio miałam przyjemność oprowadzać po wystawie "Farba znaczy krew" w @msnwarszawa. Omawiając wybrane dzieła skupiłam się na kontekście ciała, kobiecej seksualności i tego jaką cialopozytywną naukę możemy z tych prac dla siebie wyciągnąć. Obraz, który widzicie w tle nosi tytuł "Rzeczywiście, młodzi są realistami". Namalowany w 2003 wyprzedził swoje czasy. @agatabogacka - autorka pracy, zdecydowanie wyprzedziła Instagramową rzeczywistość, swoje obrazy malowała na podstawie preselfie, robionych za pomocą polaroida. Jej prace były intymne, przełomowe w kontekście kobiecej seksualności i ciała i mocno kontrowersyjne, do tego stopnia, że przez jakiś czas uniemożliwiono jej wystawianie indywidualnie swoich prac.
Taki jakby shadowban, tylko że otrzymany w prawdziwym życiu.

To co widzimy na obrazie to postać kobieca rozkraczona przed lustrem. Nasz umysł szybko dopowiada, że kobieta ogląda swoje krocze. Jednak na załączonym do obrazu zdjęciu - szkicu, widzimy, że tak naprawdę postać patrzy sobie w twarz. Autorka bawi się z nami, pokazując, że tak naprawdę sami możemy przejrzeć się w tym obrazie jak w lustrze, to nasze projekcje, nasze myśli wypełniające to niedopowiedzenie sugerują interpretacje.

Dla mnie obraz ten jest ważny, bo w mojej interpretacji pokazuje, że kobiety przeglądają się w lustrze z różnych powodów. Nie wiemy, czy dziewczyna z obrazu ogląda swoją wulwę, czy jest przed/po masturbacji, a może sprawdza jak się goi rana po operacji albo ogląda jak zacięła się podczas golenia, czy jak przechodzi proces leczenia. Niezależnie od tego jaki jest powód, ma prawo to robić i jest to zachowanie normalne, a wręcz porządne. Intymne, ale jak najbardziej potrzebne do normalizowania. Robimy to!

Pytacie mnie czasem po co oglądać w lustrze swoje wulwy? Dlatego, bo w przeciwieństwie do penisa, aby obejrzeć dokładnie ten narząd, potrzebne jest lusterko, a dobrze jest dokładnie znać swoje ciało, także ten zakamarek, żeby w razie czego wiedzieć jakie zmiany tam nastąpiły i móc chociażby przedstawić sprawę u lekarki. Cipka to nie tabu, samoświadomość to nie wstyd! 🍑
Dzięki @jolantawoch za zaproszenie i wspólne, międzypokoleniowe oprowadzanie. 📸Fot. @jackowska.karolina

2,196 16 27 July, 2019
Hej ❤️ Dziękuje za to co robisz. Od kiedy pamiętam, już ponad 12 lat, siedzę w ED - ale powoli, świadomie, krok po kroku próbuję odzyskać ciepło i czułość dla swojego ciała. Przez całe swoje świadome życie chciałam je kontrolować i zmienić, i nie miałam dla niego żadnej wdzięczności. Było uciskane, ugniatane, głodzone, przekarmiane, a nawet będąc chora - uważałam, ze nie jestem DOSTATECZNIE chora, bo nigdy nie zeszłam poniżej swojej magicznej liczby kg, poniżej której wszystko w moim życiu miało być dobrze. 
Uczę się odpuszczać. Uczę się tracić kontrolę w ciepły, czuły sposób. Akceptować górki i dołki w skórze na udach, fałdkę na brzuchu, to ile ważę i że oznacza to tylko to, z jaką siłą przyciąga mnie ziemia. Uczę się jeść makaron z przyjaciółką, bawić się na plaży i nosić ubrania, które mi się podobają. Dziękuję za to, co robisz. ❤️ i wysyłam symboliczne zdjecie, bo blizny, ciemniejsze kolana, włoski, sucha skóra - to wszystko rzeczy, które uczę się kochać.

Hej ❤️ Dziękuje za to co robisz. Od kiedy pamiętam, już ponad 12 lat, siedzę w ED - ale powoli, świadomie, krok po kroku próbuję odzyskać ciepło i czułość dla swojego ciała. Przez całe swoje świadome życie chciałam je kontrolować i zmienić, i nie miałam dla niego żadnej wdzięczności. Było uciskane, ugniatane, głodzone, przekarmiane, a nawet będąc chora - uważałam, ze nie jestem DOSTATECZNIE chora, bo nigdy nie zeszłam poniżej swojej magicznej liczby kg, poniżej której wszystko w moim życiu miało być dobrze.
Uczę się odpuszczać. Uczę się tracić kontrolę w ciepły, czuły sposób. Akceptować górki i dołki w skórze na udach, fałdkę na brzuchu, to ile ważę i że oznacza to tylko to, z jaką siłą przyciąga mnie ziemia. Uczę się jeść makaron z przyjaciółką, bawić się na plaży i nosić ubrania, które mi się podobają. Dziękuję za to, co robisz. ❤️ i wysyłam symboliczne zdjecie, bo blizny, ciemniejsze kolana, włoski, sucha skóra - to wszystko rzeczy, które uczę się kochać.

946 3 22 July, 2019
Ciałopozytyw jest miejscem wolnym od uprzedzeń i dyskryminacji. To strefa bez nienawiści, bez hejtu. Proszę pamiętajcie, że tu chodzi o ludzi, o ich uczucia, ich zdrowie i bezpieczeństwo, o ich życie, bo słowa mogą ranić, słowa mogą zabijać.

Faszyzm, nacjonalizm, homofobia to są toksyczne ideologie, które właśnie zmieniając słowa w czyny, niszczą i zabijają. Bycie osobą o jakimś ciele, o jakimś kolorze skóry, o jakimś kolorze oczu, wadze czy innych cechach fizycznych, o jakimś miejscu urodzenia czy jakiejś orientacji i tożsamości płciowej to nie są ideologie! Bycie nikogo nie rani.

Bycie osobą nie jest ideologią, to jest dane od urodzenia, nie da się tego zmienić. Mówienie, że jest coś takiego jak ideologia LGBT+ to jak mówienie, że jest ideologia czarnych (bo chcą równości z białymi). To co robi prawica, nazywając czyjeś prawo do życia ideologią jest zwykłą manipulacją mającą na celu podzielić naród i skierować nienawiść w jakąś mniejszość.

Przed zeszłymi wyborami byli to uchodźcy, ilość przemocy wobec osób wyglądających na przyjezdnych wzrosła. Kilka tygodni temu zaatakowano mojego Tatę, bo pomylono go z turystą zza granicy, a on z powodu choroby nie był w stanie mówić i powiedzieć, że jest Polakiem. To właśnie wynik przyzwolenia na nienawiść i podsycanie jej przez rząd i sprzyjające im media. Ta nienawiść objawia się różny sposób, ale ignorując ją, przyzwalamy na nią i sprawiamy, że rośnie w siłę 
Teraz nie ma widma wprowadzenia do Polski uchodźców, to znaleziono nowego wroga. 
Nie pozwólmy, aby skończyło się jak w czasie II wojny światowej. Reagujmy. 
Wczoraj szli po uchodźców, dziś idą po lgbtiq+, po kogo pójdą jutro? Po Ciebie? Nie ma pewności co będzie następne? Jakie ciało, jakie osoby, jaka cecha stanie się powodem do dyskryminacji. 
Nienawiść należy piętnować, a solidarność naszą bronią. Nie poddawajmy się, proszę! Walczmy! Głosujmy! Mówmy o tym głośno! Wzywam media i osoby publiczne - wstawiajmy się za prześladowanymi! Nie tolerujmy hejtu, obrażania, wyśmiewania kogokolwiek za to, że po prostu jest. 🌈
Równość, cialopozytywnosc i tolerancja, nie powinny mieć żadnego "ale". Należą się nam i należy walczyć o to by były normą dla wszystkich.

Ciałopozytyw jest miejscem wolnym od uprzedzeń i dyskryminacji. To strefa bez nienawiści, bez hejtu. Proszę pamiętajcie, że tu chodzi o ludzi, o ich uczucia, ich zdrowie i bezpieczeństwo, o ich życie, bo słowa mogą ranić, słowa mogą zabijać.

Faszyzm, nacjonalizm, homofobia to są toksyczne ideologie, które właśnie zmieniając słowa w czyny, niszczą i zabijają. Bycie osobą o jakimś ciele, o jakimś kolorze skóry, o jakimś kolorze oczu, wadze czy innych cechach fizycznych, o jakimś miejscu urodzenia czy jakiejś orientacji i tożsamości płciowej to nie są ideologie! Bycie nikogo nie rani.

Bycie osobą nie jest ideologią, to jest dane od urodzenia, nie da się tego zmienić. Mówienie, że jest coś takiego jak ideologia LGBT+ to jak mówienie, że jest ideologia czarnych (bo chcą równości z białymi). To co robi prawica, nazywając czyjeś prawo do życia ideologią jest zwykłą manipulacją mającą na celu podzielić naród i skierować nienawiść w jakąś mniejszość.

Przed zeszłymi wyborami byli to uchodźcy, ilość przemocy wobec osób wyglądających na przyjezdnych wzrosła. Kilka tygodni temu zaatakowano mojego Tatę, bo pomylono go z turystą zza granicy, a on z powodu choroby nie był w stanie mówić i powiedzieć, że jest Polakiem. To właśnie wynik przyzwolenia na nienawiść i podsycanie jej przez rząd i sprzyjające im media. Ta nienawiść objawia się różny sposób, ale ignorując ją, przyzwalamy na nią i sprawiamy, że rośnie w siłę
Teraz nie ma widma wprowadzenia do Polski uchodźców, to znaleziono nowego wroga.
Nie pozwólmy, aby skończyło się jak w czasie II wojny światowej. Reagujmy.
Wczoraj szli po uchodźców, dziś idą po lgbtiq+, po kogo pójdą jutro? Po Ciebie? Nie ma pewności co będzie następne? Jakie ciało, jakie osoby, jaka cecha stanie się powodem do dyskryminacji.
Nienawiść należy piętnować, a solidarność naszą bronią. Nie poddawajmy się, proszę! Walczmy! Głosujmy! Mówmy o tym głośno! Wzywam media i osoby publiczne - wstawiajmy się za prześladowanymi! Nie tolerujmy hejtu, obrażania, wyśmiewania kogokolwiek za to, że po prostu jest. 🌈
Równość, cialopozytywnosc i tolerancja, nie powinny mieć żadnego "ale". Należą się nam i należy walczyć o to by były normą dla wszystkich.

2,440 10 21 July, 2019